Tragiczne skutki kręcenia komedii
 |
 |
| Rob Schneider |

Komik Rob Schneider dochodzi do siebie po udarze cieplnym oraz zatruciu pokarmowym, których doznał w trakcie prac nad swoim najnowszym filmem "Big Stan".
42-letni aktor, którego kariera rozpoczęła się wraz z prowadzeniem programu "Saturday Night Live" trafił do szpitala w północnej Kalifornii po tym, jak zemdlał na planie komedii "Big Stan".
Ekipa pracowała w więzieniu kobiecym w Dolinie San Joaquin, gdzie przez ostatnie dni temperatury sięgały powyżej 37 stopni Celsjusza.
- Kombinacja złego jedzenia oraz upał doprowadziły do wycieńczenia organizmu - powiedziała rzeczniczka prasowa komika, Shara Koplowitz. Schneider czuje się już jednak lepiej i został wypuszczony ze szpitala. W czwartek wrócił do pracy.
Komik nie jest jednak pierwszą osobą na planie "Big Stan", która ucierpiała z powodu wycieńczenia. Ekipy ratownicze były wzywane przez filmowców już kilkakrotnie. W większości przypadków przyczyną zasłabnięć był upał.
Schneider nie tylko gra w filmie, ale i debiutuje nim jako reżyser. Całość opowiada o oszuście, który musi nauczyć się kung fu, aby obronić się przed współwięźniami. Widzowie mogą go kojarzyć z takich komedii, jak "The Benchwarmers", "50 pierwszych randek", "Boski żigolo".