Litwini mają prawo bronić swoich interesów
Litwa przejęła po Polsce pałeczkę w sztafecie unijnych czarnych charakterów. Tym razem to Wilno blokuje umowę o partnerstwie i współpracy między UE a Rosją, doprowadzając do szału ministrów spraw zagranicznych i szefów rządów pozostałych państw członków.
Litwini mają oczywiście swoje racje. Stawka jest jednak dużo wyższa niż problemy z dostawami ropy do rafinerii w Możejkach czy nieratyfikowanie przez Moskwę Karty energetycznej. Najważniejsze dziś pytanie brzmi, czy Unia Europejska jest w stanie utworzyć wspólny front w relacjach z Rosją, zabezpieczając jednocześnie interesy mniejszych krajów, bardziej narażonych na niekonwencjonalne działania dyplomatyczne Rosjan, takie jak zakręcanie kurka z gazem, szturm armii internetowych hakerów czy grożenie atakiem nuklearnym.
Rosja powinna być pełnoprawnym uczestnikiem światowego życia gospodarczego, ale powinna się też podporządkować regułom gry, które obowiązują wszystkich. Dopóki tak się nie stanie, Litwa będzie miała pełne prawo bronić swoich interesów na szczeblu unijnym.
Skomentuj na blog.rp.pl/magierowski
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
co to jest?