Czy warto przystąpić do konwencji biomedycznej

Atina Krajewska 16-05-2008, ostatnia aktualizacja 16-05-2008 07:13

Czas najwyższy, by polski prawodawca odniósł się do problemów, które stawia rozwój współczesnej nauki – apeluje Atina Krajewska, doktor prawa z Uniwersytetu w Exeter

źródło: Rzeczpospolita

Chodzi m.in. o zasady dopuszczalności technik sztucznej prokreacji, eksperymenty na komórkach macierzystych i organizmach hybrydalnych, diagnostykę genetyczną, banki DNA czy biologię syntetyczną. Nie obejdzie się więc bez dyskusji ratyfikować czy nie ratyfikować konwencję o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej w kontekście zastosowań biologii i medycyny, która jest jedynym na świecie wiążącym instrumentem prawa międzynarodowego dotyczącym biomedycyny. Do tej pory ratyfikowało ją 20 państw, w tym: Czechy, Estonia, Grecja, Hiszpania. Nie podpisały jej m. in.: Belgia, Irlandia i Niemcy, uznając postanowienia konwencji za zbyt liberalne, a Wielka Brytania ze zgoła przeciwnych powodów. Polska, która ją podpisała, ale nie ratyfikowała, nie jest związana postanowieniami konwencji, nie powinna jednak podejmować działań, które udaremniłyby jej cel. Warto więc raz jeszcze zastanowić się, czy obawy i oczekiwania związane z jej ratyfikacją są uzasadnione?

Argumenty przeciwko

Konwencja reguluje podstawowe zasady praktyki medycznej, takie jak warunki uzyskania zgody jednostki na zabieg medyczny i udział w badaniach naukowych. Zasady te, podobnie jak prawo jednostki do informacji na temat swojego zdrowia, przewidują także polskie ustawy, mimo pewnych braków dość nowoczesne. Można więc argumentować, że przystąpienie do konwencji nie jest konieczne do wzmocnienia ochrony praw pacjenta i uczestników eksperymentów.

Wbrew powszechnemu przekonaniu konwencja nie porusza zagadnień związanych z początkiem czy końcem życia ludzkiego. Nie normuje więc zasad rządzących medycyną reprodukcyjną i w ogóle nie wspomina o eutanazji.

Miejscami charakteryzuje ją wręcz irytujący zamęt pojęciowy. W preambule wskazuje się na potrzebę ochrony „jednostki”, „przedstawiciela gatunku ludzkiego” oraz „osoby”. Konwencja przypisuje godność „istocie ludzkiej od początku życia”, prawa zaś – „każdej osobie”. Rozwiązanie to z jednej strony odróżnia ludzkie embriony od innych ludzkich tkanek oraz zarodków innych gatunków, z drugiej nie prowadzi do przyznania im prawa do życia. Jednocześnie wobec braku jednomyślności w sprawie definicji terminu „osoba” kwestię sprecyzowania tego pojęcia pozostawiono w gestii prawa krajowego. Tym samym konwencja okazuje się mało przydatna jako instrument interpretacji europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności. W głośnych sprawach dotyczących błędu w trakcie badań prenatalnych oraz praw dawców komórek rozrodczych w stosunku do embriona in vitro Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu pozostawił kwestię przyznania prawa do życia embrionom i płodom decyzji poszczególnych państw.

W konsekwencji ochrona życia prenatalnego przewidziana w systemie Rady Europy ma w dużej mierze charakter symboliczny. Biokonwencja przewiduje bowiem możliwość selekcji (a więc i zniszczenia) zarodków, jeżeli pozwoli ona uniknąć choroby dziedzicznej związanej z płcią czy eksperymentów na embrionach pozostałych po procedurze zapłodnienia in vitro. Otwarta pozostaje też droga do selekcji zarodka, który po urodzeniu stanie się dawcą szpiku dla chorego starszego rodzeństwa. Postanowienia protokołu dodatkowego z 1998 r. o zakazie klonowania istot ludzkich dopuszczają tzw. klonowanie terapeutyczne, czyli umieszczenie w niezapłodnionej komórce jajowej jądra komórkowego pochodzącego z komórki embrionalnej albo somatycznej dla celów badań naukowych. Powyższe postanowienia znajdują wielu krytyków: jedni – np. Kościół katolicki uznający podmiotowość prawną zarodków – uważają je za zbyt permisywne, drudzy – np. stowarzyszenia pacjentów, dla których eksperymenty dają nadzieję na nowe terapie – za zbyt ograniczające wolność badań naukowych i prawo do opieki zdrowotnej na odpowiednim poziomie.

Wiele wątpliwości budzą również przepisy dotyczące ludzkiego genomu. Zakaz dyskryminacji ze względu na dziedzictwo genetyczne napotyka problem w postaci braku jasnych kryteriów wyodrębnienia danych genetycznych od danych medycznych. Diagnostyka genetyczna dla celów zdrowotnych jest dopuszczalna, jednak fakt, że prace nad protokołem dodatkowym w tej sprawie trwały ponad 10 lat, świadczy o trudnościach w regulacji. Wiele kontrowersji wywołuje też kwestia dopuszczalności testów genetycznych w stosunkach pracy i ubezpieczeniach. W obliczu niedoboru komórek rozrodczych głosy krytyki pojawiają się także wobec zakazu komercjalizacji ciała ludzkiego. W Wielkiej Brytanii, gdzie zniesiono pełną anonimowość dawców spermy, rozważa się wprowadzenie odpłatności przy okazji nowelizacji ustawy o ludzkim zapłodnieniu i embriologii. Biokonwencja nie wypowiada się też w sprawie zasad wykorzystania materiału genetycznego osób zmarłych, choć problem ten częściowo regulują ustawy transplantacyjne.

Brak porozumienia co do wielu zagadnień współczesnej biomedycyny spowodował, że nie przewidziano też możliwości wnoszenia przez jednostki skarg indywidualnych bezpośrednio na naruszenia postanowień biokonwencji. Brak ten mocno obniża oferowany przez nią zakres ochrony prawnej. Konwencja gwarantuje co prawda jednostkom prawo do stosownego odszkodowania za nieuzasadnioną szkodę i nakłada na państwa obowiązek zapewnienia sankcji za naruszenie praw w niej zawartych, jednak nie przewiduje skutecznej procedury ich dochodzenia, gdy państwo nie będzie się z tych obowiązków wywiązywać. Pozostaje liczyć więc na to, że ETPC odniesie się do biokonwencji, rozpatrując skargę na naruszenie postanowień europejskiej konwencji praw człowieka.

Argumenty za

Mimo wszystkich tych uwag za ratyfikacją biokonwencji przemawiają bardzo poważne argumenty.

Po pierwsze, jako jedyny międzynarodowy akt o mocy wiążącej i szerokim zakresie regulacji, stanowi ona dziś punkt odniesienia dla wielu prawodawstw krajowych na całym świecie. W Polsce jej ratyfikacja byłaby doskonałym impulsem do podjęcia prac nad regulacją bardziej szczegółowych problemów z dziedziny genetyki i biomedycyny. Nakłada ona bowiem na państwa obowiązek przyjęcia środków w celu zapewnienia skuteczności zawartych w niej zasad, z których najważniejsze to prymat istoty ludzkiej nad wyłącznym interesem społeczeństwa oraz obowiązek podejmowania działań w celu zapewnienia sprawiedliwego dostępu do opieki zdrowotnej właściwej jakości. Mimo że jednostka nie może się skarżyć na naruszenie tych praw w sądzie, na tyle, na ile postanowienia biokonwencji są precyzyjne, stają się elementem bezpośrednio obowiązującego prawa krajowego.

Po drugie, Polska będzie miała większy wpływ na formułowanie i nowelizację protokołów dodatkowych precyzujących konwencję, która ze względu na szeroki zakres regulacji jest umową ramową. Mylą się ci, którzy uważają, że biokonwencja zapewnia za niski poziom gwarancji praw jednostki, gdyż państwa mają swobodę w przyjmowaniu wyższych standardów ochrony. Możliwość ta powinna uspokoić środowiska konserwatywne, obawiające się efektu równi pochyłej. Rosnąca akceptacja dla nowych technologii jest raczej wynikiem postępującej globalizacji i realizacji zasad gospodarki wolnorynkowej niż ratyfikacji biokonwencji.

Argumenty przeciwko ratyfikacji są chybione także z tego względu, że dzięki prawnej próżni w wielu dziedzinach Polska posiada dziś jedną z najbardziej liberalnych regulacji w Europie. Niemniej, jeśli polski prawodawca uzna jakieś postanowienia konwencji za nieodpowiednie, może zgłosić zastrzeżenia do poszczególnych przepisów, jeżeli istniejące już prawo krajowe nie jest z nimi zgodne. Przepis ów może więc stanowić impuls do uregulowania kontrowersyjnych kwestii.

Paradoksalnie za ratyfikacją przemawiać może także wcześniejszy zarzut nieprecyzyjności norm konwencji. Ogólne sformułowanie zasad czyni z niej niezwykle elastyczny instrument prawa międzynarodowego. Co prawda zdaniem krytyków otwartość norm gwarantujących prawa człowieka na różne interpretacje podważa ich efektywność, niemniej w dziedzinie biotechnologii ma ona fundamentalne znaczenie, gdyż pozwala szybciej reagować na zmieniającą się rzeczywistość. Biokonwencja kryje więc w sobie potencjał do stworzenia w przyszłości nowoczesnego systemu ochrony prawnej, w ramach którego odpowiedź na wyzwania rozwoju biomedycyny będzie można dostosowywać do zmieniających się oczekiwań społeczeństwa.

Jednak ratyfikować

Argumenty przemawiające za przyjęciem biokonwencji przeważają nad tymi przeciwko ratyfikacji.

Moim zdaniem dla Polski najważniejsze znaczenie mają postanowienia, które nakładają na państwa obowiązek prowadzenia odpowiednich konsultacji i debaty publicznej. Niestety, na razie dyskusja na temat etycznych, społecznych i prawnych konsekwencji rozwoju biomedycyny nie dość, że toczy się w bardzo wąskich kręgach, to jest bardzo spolaryzowana. A podnoszone w niej argumenty dowodzą, że pod względem jej zakresu i zaawansowania jesteśmy daleko w tyle za większością państw Unii. Kolejne rządy zaś wciąż podejmują najważniejsze decyzje bez dostatecznej konsultacji z zainteresowanymi uczestnikami przestrzeni publicznej. Ratyfikacja biokonwencji daje szansę na zaangażowanie szerszych grup społecznych w procesy decyzyjne.

W kontrowersyjnych kwestiach debata i konsultacje społeczne stają się wręcz warunkiem koniecznym przyjmowanych regulacji. Przede wszystkim dlatego, że stanowią jedyną szansę osiągnięcia konsensusu rozumianego nie jako dążenie do jedności i moralnie słusznego rozwiązania, lecz jako wypracowanie akceptowanego przez większość stanowiska w drodze wolnej i równej wymiany poglądów. Nie jest tajemnicą, że udział społeczeństwa w podejmowaniu decyzji czyni łatwiejszą implementację prawa i chroni prawodawcę przed ustanawianiem martwych przepisów. Ponadto debata publiczna pozwala pogłębiać wiedzę obywateli, umożliwiając im podejmowanie świadomych decyzji. Edukacja wydaje się więc jednym z najskuteczniejszych środków ochrony jednostki przed zagrożeniami, jakie niesie za sobą wykorzystanie najnowszych osiągnięć biomedycyny. Należy mieć nadzieję, że polskiej klasie politycznej wystarczy determinacji i odwagi, by stworzyć warunki do otwartej debaty publicznej, zaangażować jej zainteresowanych uczestników w procesy podejmowania decyzji, a w dłuższej perspektywie przyjąć regulacje uwzględniające pluralizm poglądów, które chroniąc prawa jednostki, gwarantować będą rozwój nauki i społeczeństwa.

Rzeczpospolita